niedziela, 2 września 2012

1. I co ja mam z sobą zrobić?

 Obudziłam się wcześnie rano i przetarłam zmęczone oczy.
Popatrzyłam na zegar, który wisiał na ścianie naprzeciwko, łóżka.
Była godzina 6.15, oczywiście rano.
Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej ubrania.
Ściągnęłam różową piżamkę w króliczki i zastąpiłam ją dżinsowymi szortami i niebieską koszulką.
Zeszłam na dół, do kuchni.
Moja mama jeszcze spała.
Zrobiłam sobie kanapki z serem żółtym i kawę.
Następnie wyjęłam z kieszeni spodni, telefon i wykręciłam numer do Zoey.
Odebrała po trzech sygnałach.
- Halo? - odezwała się swoim zaspanym, zachrypniętym głosem
- Zoey? Co robisz?
- Jeszcze przed chwilą spałam... a teraz, aktualnie z tobą gadam... Co chcesz?
- Co dziś robimy?
- Nie wiem... a może pójdziemy na spacer? - zapytała już bardziej ożywiona
- To zadzwoń do Tessy, i bądźcie u mnie za godzinę, okey?
- Okey, pa.
Zoey rozłączyła się.
Było już w pół do 7, więc postanowiłam obudzić mamę, żeby nie spóźniła się do pracy.
Wspięłam się z powrotem po schodach i bez zastanowienia weszłam do pokoju mojej mamy.
Co mnie bardzo zdziwiło, jej tam nie było.
Za to na jej łóżku, leżał liścik, zaadresowany do mnie.
Otworzyłam go...
" Córeczko!
Przepraszam, że mówię Ci to w ten sposób, ale nie wiedziałam jak mam Ci to przekazać.
Nie mogę tak dłużej żyć... jestem samotna i nie mogę tego znieść.
O godzinie 4 nad ranem, wyleciałam z Londynu...
Przepraszam, że Cię nie powiadomiłam, ale wiedziałam, że nie będziesz chciała ze mną jechać...
Jesteś już prawie dorosła... masz w końcu 16 lat...
Pamiętaj, że bardzo Cię kocham i będę za tobą tęsknić.
Jestem pewna, że dasz radę....
                                                               Mama"
Z moich oczu leciały pojedyncze łzy....
Super... kiedy byłam bardzo malutka... odszedł tata... teraz opuściła mnie mama...
I co ja mam z sobą zrobić?
Nagle do pokoju weszły Zoey i Tessa...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz