W końcu... tak jakoś samo przyszło...
Nazwałam go Draco.
Draco jest bardzo żywiołowym psiakiem... strasznie go kocham.
Mieszka w moim pokoju... śpi sobie na moim łóżku... jest taki mały, że czasem nie może wskoczyć...
To bardzo śmiesznie wygląda.
Dziś, postanowiłam wybrać się z nim na spacer.
Na podwórku jest już bardzo dużo śniegu, więc gdyby nie to, że chłopcy odśnieżyli, to małego spod tego śniegu nie byłoby już widać.
Wstałam wcześnie rano, i zamieniłam różową piżamkę, na zielone rurki, koszulę w kratę, a na wierzch ubrałam moją, zimową, czarną kurtkę.
Na nogi ubrałam śniegowce.
O małego, nie miałam się co martwić, gdyż ma on bardzo grubą sierść.
Założyłam mu jego zieloną obróżkę, i zapięłam go w jego smycz - tego samego koloru.
Założyłam na głowę czapkę, i wyszliśmy z domu.
W Londynie, chyba nigdy nie było jeszcze tak zimno... przynajmniej odkąd pamiętam.
Jednak nie przestraszyło mnie to...
Szłam dalej... Jednak w pewnym momencie naszego spaceru, mojemu Drago, zrobiło się zimno w łapki.
Wzięłam go na ręce i powędrowałam z powrotem do domu.
Jak się okazało... nie było nas aż godzinę... chłopcy się chyba trochę martwili... ale chyba nie jestem dzieckiem, i nie muszę im mówić, że wychodzę.
Zjadłam śniadanie i nasypałam psu, karmy do miski...
___________________________________
Bardzo krótko, no ale jest.
Nowy rozdział, będzie dopiero w niedziele, lub poniedziałek, i nawet jakby było 50 komentarzy to przykro mi, ale dziś nie dodam :(
fajny rozdział i pisz dalej bo wychodzi ci to genialnie
OdpowiedzUsuńsuper piszesz ;), szkoda że kolejny rozdział będzie za tak długo ;((
OdpowiedzUsuńdodak kolejny ;)) pliiiissss <3
OdpowiedzUsuńDodaj kolejny jak najszybciej. :D xxx
OdpowiedzUsuń